niedziela, 20 maja 2018

W pogoni za czasem

Pogoń za czasem, czy niedoczas, to przecież to samo. Gdyby dołożyć obowiązkowość, rzetelność i konsekwencję, to tak właśnie wyglądała moja dzisiejsza niedziela.Dwie zabawy, jedna z literkami, druga karteczkowa, zmusiły mnie do przyśpieszenia i oto są, zawieszki dla xgalaktyki w zabawie Choinka 2018, oraz "ełkowe" hafciarskie skojarzenia.
Zawieszki ze słodkimi pierniczkami, zasilą stopniowo rosnące zasoby haftowanych ozdób choinkowych, chociaż mój M orzekł dzisiaj, że choinka ma być tradycyjnie "na biało" a zawieszki mają znaleźć sobie inną miejscówkę, to ja jednak z uporem maniaka trwam przy swoim. W końcu do Świąt daleko, a cierpliwy podobno nawet kamień ugotuje.I takie oto piernikowe "dziadostwo" do magazynu się udaje, gdzie w towarzystwie skrzatów i ptaszorów Świąt wyglądać będą. 
Zanim jednak w czerwonym pudle się znajdą,
spójrzcie jak się prezentują w wiosennej scenerii, zupełnie nieadekwatnej do świątecznego nastroju.





 

Co do skojarzeń, to tym razem naprawdę  Ł, jak łatwo nie było. Literka wprawdzie do polskiego alfabetu należy, ale w "świecie "się nie zdarza, więc i zapożyczyć się nie można było.
Pierwsze skojarzenie, to Ł, jak łańcuszek, czyli jeden z pierwszych ściegów hafciarskich, które bardzo dawno na lekcjach techniki ćwiczyłam. Dzisiaj bardzo rzadko z tej formy korzystam, bo krzyżyki i richelieu mój hafciarski świat zdominowały.
No i na tym koniec, mówiłam, że łatwo nie było, chociaż jeszcze jedno słówko po głowie mi chodzi, a które podczas gniazdowania z tamborkiem dość wielką role odgrywa. To Ł, jak łasuchowanie, po którym Ł, jak łza w oku się kręci na wspomnienie czasów, gdy o kilka kilogramów młodszą się było. 
Jeszcze może Ł, jak ładnie, ale to już kwestia gustu i...nic więcej, tylko banerek.


Przepraszam, że tak niewiele tym razem, ale obiecuję, że następny raz bardziej zasobny będzie.

Pozdrawiam serdecznie i miłego tygodnia życzę 

Marysia

czwartek, 17 maja 2018

To nie jest tak ...

Gdy zaczynałam moją przygodę z blogowaniem ani mi przez głowę nie przeszło, że karteczkowanie tak bardzo zadomowi się w moim działaniu. Stało się to w dużej mierze za przyczyną Olki, która matką chrzestną Stopchwilki okrzykniętą została i  właśnie w tej dziedzinie bryluje,  a tym samym, w Wasz świat, karteczkowe dziewczyny, mnie wprowadziła. To wcale nie znaczy, że inne dziedziny zarzuciłam, ale blogowe zadania i kumulacja licznych uroczystości, za karteczki zabrać mi się kazały. Przyznać muszę, ze sprawia mi to przyjemność, chociaż często dylematy rodzi. To nie jest tak, że bez problemu siadam, i tnę, i kleję. Najpierw w gąszczu wzorów hafciarskich "natchnienia " szukam, potem wśród niteczek tych najwłaściwszych poszukuję, aby wieczorem w rogu kanapy gniazdować i w malowaniu igiełką się zatracić. Ale to nie koniec kłopotów, bo gotowy do dalszej "obróbki" haft na wenę nieraz długo czeka, a ja zdesperowana w kartonach z papierami wszelakimi przebieram i nieodmiennie stwierdzam, że tego najwłaściwszego nie posiadam. W skrapki również bogata nie jestem więc w inny sposób radzić sobie muszę, ale potrzeba matką wynalazku zwana, zawsze z pomocą przychodzi. Gdy w końcu gotowa karteczka na sztaludze stanie i czas prezentacji nadchodzi, to kolejne problemy się rodzą, gdzie i jak obfocić, aby najlepsze światło i scenerię znaleźć, istotne szczegóły wydobyć i niedociągnięcia ukryć.
Zwykle , razem z kartkami, na wędrówkę po ogrodzie zapraszam, aby zmiany, jakie w nim zachodzą pokazać, czyli dwie pieczenie przy jednym ogniu upiec.
Tak jest i dzisiaj.Popatrzcie proszę jak wśród kaliny, pelargonii, konwalii, wiciokrzewu i zawilców, kolejne karteczki się prezentują.

Najpierw komunijna, już ostatnia w tym roku, którą w biel i złoto przystroiłam. Bardzo lubię to zestawienie i do okazji, moim zdaniem, świetnie pasuje.







Potem jubileuszowa, która wielkim wyzwaniem się okazała, bo wagą okazji przejęta, pomysłu długo szukałam.









I jeszcze karteczkowe zadanie Ulki, która mapkę na maj zaordynowała i chociaż nie do końca przewidzianą projektem formę zachowałam, to mam nadzieję, że zaliczenie otrzymam. 








I tak oto moje karteczki powstają, a wraz z nimi nowe doświadczenia i radość tworzenia.
Ale, to nie jest tak, że dominantę wśród moich prac stanowią, o czym świadczą inne, hafciarskie (i nie tylko) poczynania, które od czasu do czasu prezentuję.

Pozdrawiam serdecznie

Marysia

niedziela, 13 maja 2018

Zmiany

Takim trochę niespokojnym duchem jestem, a stagnacja mnie rozleniwia okropnie, więc działam. Robię, co mogę, aby moją życiową przestrzeń odmieniać i trochę innych barw jej nadać, resztę zrzucam na naturę i mojego M, który dzielnie tej fali zmian nieść się pozwala.
Tak więc za kamiennym murkiem zmian sporo, 
i w ogrodzie 













i w domu










W ogrodzie się "zakolorowiło", u mnie pojaśniało i unowocześniło, ale
ani ja, ani natura swoich prac nie zakończyłyśmy, więc kolejnych fotek w najbliższym czasie spodziewać się możecie.
I tak wśród zmian licznych niedziela mnie zastała, a co za tym idzie kolejna hafciarska literka do drzwi puka i skojarzeń na L się domaga.


Zacznę od lnu, bo jemu ogromny szacunek się należy , od wieków bowiem ludziom towarzyszy. Najpierw na polach niebieskim łanem zakwita, potem przez prząśniczki w niteczki skręcany, aby wkrótce formę zgrzebnego płótna przyjąć. Na słońcu bielony, latem  pachnący, w rękach szwaczek i hafciarek w cuda zamieniany. Taki bliski naturze, taki swojski i piękny w swojej prostocie, chociaż trochę szorstki i nierówny, ale zawsze człowiekowi bliski.
Potem L, jak literki,
które w monogramy wszelakie się zamieniają i nasze prace personalizują. Ale nie tylko, bo również w samplerach pięknie wypadają i w serduchu ogromnym, które mojemu M na kolejną rocznicę naszego wspólnego wędrowania wyszyć postanowiłam i ... nie zdążyłam.Tak więc biedne serce 
L, jak litości się domaga i na swoje pięć minut niecierpliwie czeka. Jednak L, jak Love, w kolorze fuksji rozkwitło, więc za namiastkę całości "robi".




W taki oto sposób ostatni tydzień spędziłam, pracując, świętując, a dzisiaj z Wami się spotykam, aby wrażeniami się podzielić.
Powinnam teraz, jak w prezentacji napisać, "dziękuję za uwagę", ale byłoby to "suche" i serca pozbawione. Mówię więc, "do następnego spotkania" i Wasze blogi biegnę odwiedzić. Wiele zmian na bocznym paseczku się wyświetliło, więc lektura będzie przednia.

Pozdrawiam serdecznie i miłej niedzieli życzę

Marysia